20120710

Zabiłam komara. Roztrzaskałam o swoje przedramię. Wszędzie (czyli na tym przedramieniu oraz dłoni, która go zabiła) było pełno mojej krwi.
Wczoraj jechałam rowerem a stado komarów obijało się o moje ciało. Możliwe, że w tych okolicznościach poległo ich znacznie więcej niż tylko jeden, ale tylko jeden na pewno wpadł pod moją prawą powiekę, wypłynął wraz ze łzami, których wywołanie jest skutecznym sposobem na pozbycie się owada z oka.
Byłam na Lubelszczyźnie. Znalazłam kilka zdjęć w starej chacie, pochwalę się nimi wkrótce. Mam pragnienie znaleźć więcej.
Podróż powrotna przebiegła gładko, pociągi bez żadnych opóźnień, pomimo upału panowie chętnie pomagali w przenoszeniu ciężkiego pakunku. Przez niedługi czas siedziałam obok zakonnicy, której biała suknia muskała moje nagie ramię ilekroć ona wstawała. Czasami wiatr wpadał przez okno, jednak łaskę tę okazywał rzadziej niż bym tego chciała, czy oczekiwała. Prawe udo sklejało się z lewym, rękę prawą starałam się trzymać poza zasięgiem lewej i jak najdalej od reszty ciała, po to, by podróż była nieco bardziej znośna, zredukowana do lepkości (bliskości) jedynie mych ud.

No comments:

Post a Comment